Słowa stycznia – smog i powietrze

Podziel się

Marek Łaziński, Monika Kwiecień

 

Wśród słów szczególnie częstych w styczniu były te związane z ważnymi wydarzeniami cyklicznymi (WOŚP i orkiestra), te związane z sukcesami sportowymi skoczków (skocznia, puchar), wreszcie związane z bieżącą polityką: marszałek (Sejmu), lider. Wybraliśmy do skomentowania słowa oznaczające zjawiska, które dotyczą dziś wszystkich, najbardziej mieszkańców miast: smog i powietrze.

Słowo smog opisywaliśmy już w listopadzie 2015 roku jako zapożyczoną z angielskiego hybrydę smoke ‘dym’ i fog ‘mgła’. Tej złowieszczej nazwy zanieczyszczonego miejskiego powietrza używają Anglicy od początku XX wieku, w Polsce notuje je dopiero SJP pod red. Mieczysława Szymczaka (1981), ale posługiwano się nim już dawniej. W jednym z plebiscytów na polskie odpowiedniki obcych słów w „Gazecie Wyborczej” smog proponowano zastąpić wdzięcznym i dokładnym polskim odpowiednikiem dymgła. Ten neologizm, notowany w „Poradniku Językowym” już w roku 1969, ma dziś niewielkie szanse na zastąpienie smogu. Jest zbyt zabawny i zbyt mało złowieszczy. Angielska pożyczka kojarzy się fonetycznie z groźnym smokiem, stąd „smog wawelski”. W ostatnim miesiącu uświadomiliśmy sobie, że nie tylko pod Wawelem trzeba się go bać.

Nie byłoby smogu, gdyby nie powietrze. To słowo, także wyjątkowo częste w styczniu, jest frazeologicznym symbolem czegoś oczywistego i niezbędnego – coś „jest potrzebne jak powietrze”. O tym, że powietrze jest do życia wprawdzie niezbędne, lecz niewystarczające, przypomina powiedzenie „żyć powietrzem (nie można)”, odnotowane już w Słowniczku frazeologicznym Antoniego Krasnowolskiego z końca XIX wieku. Powietrze jest niezauważalne, przezroczyste i ta jego cecha stała się źródłem zupełnie innej metafory „traktować kogoś jak powietrze”. Słowo powietrze jest także źródłem czasownika zapowietrzyć (się), który ani w znaczeniu technicznym, ani w przenośnym nie oznacza nic dobrego.

Z drugiej strony powietrze kojarzy nam się również ze swobodą i szeroko pojętą wolnością. „…Prawdy powietrze | Póki jest czyste, wszystko się rozwija: | Weselsze kwiaty, liście w sobie letsze, | Jaśniejszy lilii dzban, smuklejsza szyja, | Wolniejszy człeka ruch i myśli człeka… | To zbrudź – to zamąć: liść, kwiat, człowiek – czeka!” – pisał Norwid w Promethidionie, a tytułowy bohater Kordiana wyraził swój głód życia i nienasyconą ciekawość obrazową metaforą: „Jak kwiat liściami w niebo otwartemi | Chwytam powietrze, pożeram wrażenia”.

Wyraz powietrze pochodzi od ogólnosłowiańskiego wiatr (tylko w polszczyźnie przez a). „Powietrze – jeden z żywioł[ów], wiatr, ktorym oddychamy, po ktorem ptastwo lata” – wyjaśniał w swoim słowniku z pierwszej połowy XVII wieku ks. Grzegorz Knapiusz. Słowo powietrze w dzisiejszym znaczeniu zadomowiło się w polszczyźnie od XIV w., wcześniej i długo jeszcze mogło oznaczać niebo, pogodę bądź niepogodę („Od dnia 18. pogorszało się powietrze co raz bardziej. Trzeci w Maladze stojący korpus wyprawy […] dotąd jeszcze dla panującej burzy nie mógł odpłynąć” – czytamy w „Gazecie Lwowskiej” z grudnia 1859 r.), klimat, ponadto paraliż, a przede wszystkim zarazę – morowe powietrze. Stąd w suplikacji mamy: „Od głodu, powietrza, ognia i wojny wybaw nas, Panie” (a może by dodać „od smogu”?). W XVIII wieku próbowano nazywać atmosferę powietrzokręgiem lub powietrznią, ale te nowotwory zniknęły.

Wiatr zwany był także w dawnej polszczyźnie duchem lub tchem. Tę dwuznaczność słowa duch, pokrewnego z tchem i oddychaniem, widać jeszcze w poemacie zapomnianego dziś wieszcza Józefa Bohdana Zaleskiego Duch od stepu (1841). Pokrewieństwo powietrza, wiatru, ducha i duszy obecne jest w wielu językach, choćby łacińskie spiritus (‘duch’ [także Duch Święty] lub ‘wiatr’) czy francuskie l’air (m.in. ‘duch’, ‘wygląd’, ‘nastrój’).

Wietrzyk bywał świeży, ale sam wiatr stał się źródłem metafor negatywnych, tak jak wyżej powietrze. Ktoś lekkomyślny, płochy, o trzpiotowatym usposobieniu określany był dawniej mianem wietrznika lub, częściej, wietrznicy, natomiast powietrznikami (bez oceny ujemnej) nazywano warszawian wyjeżdżających dla odpoczynku i zdrowia na letnisko. Dla odmiany w jidysz i w angielszczyźnie, która wiele wyrazów z jidysz zapożyczyła, słowem luftmensch określa się osobę niepraktyczną i zwykle niezaradną, bujającego w obłokach idealistę.

Dodajmy jeszcze, że zapożyczyliśmy również grecko-łaciński rzeczownik aer, od którego pochodzą zarówno aura (dawna aerya lub aeria, dosłownie ‘powietrze’) i muzyczna aria, jak też – za sprawą cząstki aero– – liczne wyrazy używane w języku nauki i techniki, a także w polszczyźnie codziennej, jak aerodynamiczny czy aerozol. Przytoczmy tu odpowiednie o tej porze roku życzenie zaczerpnięte z barokowego zbioru oracji (Swada polska y łacińska albo Miscellanea Oratorskie, t. 1, Lublin 1745): „Niech y te same uprzykrzone częścią mroźne, częścią niepogodne aerye, w majowe się nam odmienią delicye”.

Rzeczownik powietrze w słownikach opatrywany jest zwykle skrótem blm – bez liczby mnogiej, ale to tylko informacja o tym, że substancja oznaczana tym wyrazem nie jest policzalna jako całość. O tym, że powietrze ma liczbę mnogą, przekonywał Tadeusz Woźniak, śpiewając tekst Bogdana Chorążuka: „Spłyną przeze mnie dni na przestrzał, zgasną podłogi i powietrza” (Zegarmistrz światła). Pamiętajmy: istnieją rzeczowniki bez formy liczby pojedynczej, jak drzwi, ale każdy rzeczownik, opisany w słowniku jako blm, może tworzyć formę liczby mnogiej.

Mozaika różnorodnych skojarzeń związanych z powietrzem pokazuje, że to, czego nie widzimy i nie czujemy, co traktujemy jako coś oczywistego, nie jest wcale wieczne, niezmienne i niezniszczalne. Pamiętajmy o tym, oddychając dziś krakowskim, warszawskim czy innym polskim powietrzem.

 

Ilustracja: Józef Perli (?-ante 1818), Rysunek Machiny aerostatyczney, 1784, miedzioryt.

print