słowo lutego: pączek

Podziel się

Słowem lutego jest pączek.

 

Pączek to drożdżowa, lekko spłaszczona, bułeczka, smażona i zwykle nadziewana konfiturą. Tradycyjnie konfiturę nakłada się do bułeczki, nim zostanie usmażona. W nowoczesnej, prostszej i tańszej technologii, nadziewa się usmażony pączek. Pączki smaży się najpierw z jednej strony, a potem z drugiej, by „ślicznie zrumienione z góry i z dołu, zachowywały pośrodku jaśniejszą obrączkę″ — jak pisał Jan Parandowski.

Andrzej Bańkowski  w „Słowniku etymologicznym″ (2000) datuje deserowy pączek na przełom XV i XVI wieku, wywodząc go od nazwy zawiązka kwiatu użytej — przez podobieństwo kształtu — przenośnie. Staropolskie pączki bardzo by nas jednak rozczarowały, Jędrzej Kitowicz przestrzega „[s]taroświeckim pączkiem trafiwszy w oko, mógłby go był podsinić” i podkreśla, że w XVIII wieku „wydoskonaliło się to do stopnia jak najwyższego […] dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu się rozciąga i pęcznieje jak gąbka do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska”. Samuel Bogumił Linde w swoim „Słowniku…” utożsamia pączek z niem. Pfannkuchen oraz z pampuchem; ten ostatni ma taką samą jak pączek definicję również w  „Słowniku wileńskim” i „Słowniku warszawskim”, który podkreśla, że pączki to „ciastka karnawałowe”. „Słownik języka polskiego” pod red. W. Doroszewskiego pampuch opisuje jako „rodzaj pączka”, wydaje się, że dziś znaczenie to zostało zupełnie wyparte, a pampuch to kluska gotowana na parze.
Współcześnie pączki najsilniej wiążą się z Tłustym Czwartkiem i w ten jeden dzień każdy Polak zjada pączków (dosłownie) za trzech. Nim nastały czasy wszechobecnych supermarketowych pączków pakowanych po sześć w plastykowe pudełka, zwykłym widokiem w ten dzień byli dumni ze zdobyczy ludzie niosący charakterystyczną bulwiastą paczkę owiniętych w papier (niekiedy z pieczątką cukierni) i przewiązanych sznurkiem ciastek.

Bez wątpienia pączki to deser lubiany od dawna. Wincenta Zawadzka w „Kucharce litewskiej” podaje pięć różnych przepisów na pączkowe ciasto, a do tego jeszcze przepis na oblane czekoladą i nadziewane kremem pączki wiedeńskie. Nie mniej od niej legendarna Lucyna Ćwierczakiewiczowa radzi robić małe pączki do podawania na ciepło; pączkami nazywa też smażone ptysie z wybijanego ciasta.
Za  signum temporis epoki realnego socjalizmu trzeba uznać pączki ziemniaczane, które radzą smażyć autorki „Kuchni polskiej” w trosce o zdrowe i racjonale żywienie. Użycie to, podobnie jak pączki serowe czy pączki łososiowe może świadczyć o lekkim (i chyba na razie nieutrwalonym) przesunięciu znaczenia ku ‚smażona potrawa o kulistym kształcie z ciasta drożdżowego’. Jako niezrozumienie istoty pączka wypada potraktować pączki pieczone polecane przez blogerkę osobom dbającym o linię. Kto bowiem chce jeść prawdziwe pączki, musi zaakceptować dodatkowych 300-400 kcal. Nic więc dziwnego, że prócz porad, gdzie kupić pączka idealnegoprawdziwego, doskonałego (jest on bowiem nader często żywotny w wypowiedziach Polaków; trudno się temu dziwić, wszak pączek jak przyjaciel, pocieszy niemal zawsze), chyba najczęstsze są pytania o to, jak pączka spalić. Pączki bowiem, o czym wspominają książki kucharskie przez stulecia, smaży się w tłustości, czyli w tłuszczu: smalcu, ceresie lub na maśle. Do tego ostatniego nawiązuje powiedzenie jak pączek w maśle, oznaczające, że komuś się dobrze wiedzie. By bowiem usmażyć dobrze pączki, nie można ich do frytury wrzucać na raz zbyt wiele, muszą one swobodnie pływać.

We współczesnych blogach kulinarnych — a trzeba wiedzieć, że jest to jednak z najpopularniejszych kategorii blogowych w Polsce — coraz częściej obok pączków pojawiają się ich zagraniczni kuzyni, przede wszystkim krótko smażone (a przez to bledsze, ale nie mniej kaloryczne) amerykańskie donaty (lub doughnuts), ciastka nie tak puszyste, jak polskie, mające kształt obręczy, polewane kolorowymi polewami i lukrami. Taka ozodoba to — jeśli trzymać się tradycji — obraza dla pączka, który powinien być tylko obsypany cukrem lub lekko lukrowany, co najwyżej przyozdobiony jeszcze kandyzowaną skórką pomarańczową. Co do nadzienia trwają spory, czy ma być z konfitury różnanej, tejże konfitury z drobno siekanymi migdałami, z marmoladą (co chyba jest pozostałością epoki niedoborów) czy z powidłami śliwkowymi — jak twierdzą właściciele (i wielbiciele) jednej z nielicznych już wyspecjalizowanych w pączkach cukierni, czyli pączkarni na ul. Górczewskiej w Warszawie.

O tym, jak bardzo bliskie są nam pączki świadczą wyrazy pochodne pączuśpączuszek. Na pączusia z kawką można przysiąść w cukierni, pączuszki przynieść do herbatki, gdy wpadamy z wizytą. Pączusiami bywają też nazywane małe dzieci — wszak są pulchniutkie i słodkie. W stosunku do pulchniejszych dorosłych częściej, z czułością, używane jest drugie expressivum: pączuszek. Za to sformułowanie wyglądać jak pączuszek ma odcień mobilizujący: jeśli nie chcemy tak wyglądać, czas nie tylko zrezygnować z pączków, pączusiówdonatów, ale i wzmóc aktywność fizyczną.

Magdalena Derwojedowa

 

Ilustracja (dodana w 2018): T. Makowski, „Mardi Gras”, ok. 1830, Cyfrowe MNW, http://cyfrowe.mnw.art.pl/Content/35998/mpw3433(p).jpg

print