widok z miasteczka, Bencion Cukerman, MNW

słowo października: miasto

Podziel się
widok z miasteczka, Bencion Cukerman, MNW
Bencion Zukerman; W miasteczku; 1932, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wśród słów o najwyższej kluczowości w październiku znalazły się głównie wyrazy związane z wyborami samorządowymi — samorząd, wybory, koalicjatura. Z tym wydarzeniem związane jest też słowo, które komentujemy w tym miesiącu — miasto.

Miasto to słowiański rzeczownik pochodzący od praindoeuropejskiego rdzenia  *mei̯t- ‘miejsce pobytu, mieszkanie’, który w prasłowiańskim przybrał postać *město, z niego wyspecjalizowało się znaczenie używane dzisiaj.  SJP Lindego definiuje miasto jako «mnóstwo domów, ulicami porządnie sadzone». Pół wieku młodszy Słownik „wileński” właściwie powtarza tę definicję — «zgromadzenie domów ustawianych rzędami twarzącemi ulice». Dopiero dwudziestowieczny SJPDor chce, by był to twór skomplikowany, o planowej zabudowie, gęstym zaludnieniu, z odrębną administracją, a do tego ośrodek handlowy, kulturalny i przemysłowy. To definicja, na której odcisnęła się fascynacja miastem z początku XX wieku. Tadeusz Peiper w znanym eseju Miasto, masa, maszyna1 pisze: „odkąd rozwój miasta jest podporządkowany pewnej planowej myśli, przy budowie każdego domu, przy wykreślaniu każdej ulicy i każdego skweru uwzględnia się coraz troskliwiej postulaty fizjologiczne mieszkańców. Dzisiaj czyni się to jeszcze środkami prostymi, powiększaniem przestrzeni powietrza i światła naturalnego. W przyszłości przy doskonalającej się coraz bardziej technice, będzie się to odby­wało w sposób bardziej wymyślny”. Zgodziłaby się z nim Barbara Niechcicowa, która w mieście widzi przede wszystkim przeciwieństwo wsi, miejsce, „gdzie życie się kłębi, gdzie człowiek nie cofa się, nie zastyga, ale rusza się naprzód”2. Peiper dostrzega też, że miasto — w przeciwieństwie do wsi, bliskiej przyrodzie — kulturowo jest postrzegane jako środowisko szkodliwe, niekorzystnie oddziałujące na ludzi, a przy tym brzydsze niż krajobraz naturalny. Szansą nowoczesności, którą widział Peiper, było  odwrócenie tego trendu, tworzenie miasta „według planu. Według planu artystycznego z góry ułożonego. Miasto, które poprzednio było swojego rodzaju naturą, staje się dziełem sztuki. Dziełem sztuki, tworzonem w zgodzie z panującemi pojęciami estetycznemi”.

Miasto, które nowoczesność chciała doskonalić i upiększać, przedstawiało nierzadko obraz straszliwy. W dziełku Zenona Pietkiewicza Walka z nędzą3 czytamy o warszawskiej Woli i Starówce: „Jako delegowany podczas spisu jednodniowego, miałem sposobność w  czterech domach na ulicy Żytniej zajrzeć do każdej izby. Były to mieszkania wyłącznie ludności ubogiej. Prawie to samo znalazłem tam, co się dzieje w mieszkaniach nędzarzy angielskich. Po kilka rodzin mieszkało w jednej ciasnej izdebce, w zaduchu, brudzie i wilgoci. […] Innym razem wyręczając kogoś w osobistym dostarczeniu wsparcia, ofiarowanego przez instytucję dobroczynną, zajrzałem do jednej z kamienic staromiejskich. Trzeba było odszukać biedaka gdzieś na strychu. Skoro tylko wszedłem na schody, ogarnęła mię ciemność zupełna. Im wyżej stąpałem, tym większe czułem uginanie się stopni pod nogami. Wreszcie kierując się przy­ tłumionym głosem ludzkim, trafiłem do drzwi, po za którem i znalazłem malucz­ką izdebkę, cuchnącą i duszną, zapełnioną przez liczną rodzinę, a może i sublokatorów, odnajmujących kąty”.

Miasto jest też przeciwieństwem domu — wychodzimy na miasto w poszukiwaniu rozrywek, do miasta po sprawunki, jemy na mieście, czyli poza domem. Miasto jest też „skupieniem ludzi, złączonych ze sobą względami na korzyści wynikające ze współży­cia”4, jest też społecznością. Po mieście rozchodzą się wiadomości, całe miasto huczy, Barbara Niechcicowa z zazdrością patrzy na panią Holszańską i jej siostrę, panią Olszeńską, ponieważ „niezależnie od płomiennego przywiązania swych mężów, obie panie miały u stóp swych całe miasto, nie tylko jako godne hołdów a przy tym nieskazitelne kobiety, ale jako działaczki”.

Małe miasta to miasteczka. W czarującej i pełnej czułości książeczce  O małem miasteczku. Listy z Gostynia5 Jerzy Bandrowski, przekonany miłośnik miasteczek, przekonuje, że są one trojakiego rodzaju: „Te, które niemi być chcą, które niemi być muszą, i wreszcie takie, przypadkowo z niezależnych od siebie przyczyn powstawszy, nie wiedzą, co ze sobą właściwie począć, są z tego powodu nieznośne, zawsze niezadowolone, kapryśne i nie­ przyjemne, pretensjonalne a niechlujne i zaniedbane”.  Pierwszy rodzaj miasteczek to opisywane w przewodnikach, wspomnieniach i kartkach z podróży miasteczka, które „[z]rozumiały[…], iż ta właśnie ich małość wraz z specyficznie prowincjonalną kulturą — a ta istnieje i może być niezmiernie wartościową i miłą — stanowi cały ich wdzięk i nieprzeparty urok. Miasteczka te, o ile nie mogą się niektórym inowacjom i porządkom cywilizacyjnym wielkich miast oprzeć, unikają ich naśladowania i obyczajów, kultywując z całą dobrze zrozumianą miłością obyczaje i zwyczaje własne, ale dobre, anachronizmy miłe lecz nie barbarzyńskie zaniedbania, one się w swej kulturze prowincjonalnej doskonalą, osiągając często jej prawdziwe szczyty”.

W szeregu za dużymi miastami, miastami, miasteczkami ustawia Bandrowski mieściny. Nie cieszą się one taką życzliwością jak miasteczka. ISJP podaje, że to słowo używane z odcieniem lekceważenia. W NKJP mieścina najczęściej występuje w towarzystwie  wyrazów prowincjonalna, nędzna, zabłocona. Józef Łukaszewicz, historyk, bibliotekarz Biblioteki Raczyńskich, jeden z założycieli „Przyjaciela Ludu”, pisma wielkopolskich organiczników, w swoim dziele Jeografija starożytnej Polski ku powszechnemu użytkowi (pośm. 1886)6 wymieniając liczne miejscowości, nie tylko w swojej rodzinnej Wielkopolsce, pisze: „P r z e m ę t , kasztelania, licha mieścina bogatego Opa­ctwa X.X. Cystersów.”, „Kruszwica nędzna mieścina nad jeziorem Gopłem, z wspaniałą kolegiatą i niegdyś zamkiem obronnym”, „P a c a n ó w , nędzna mieścina, która weszła w przysłowie[…]”, „S u r a ż nad Narwią z zamkiem na górze, dwiema kościo­łami, mieścina drewniana”, „M i e d n i k i inaczej Wornie, stolica Żmudzi z katederą biskupią, licha mieścina”.

Miasta na przestrzeni wieków powstawały, rozwijały się, podupadały, a czasem były niszczone — jak Kartagina po zdobyciu w III wojnie punickiej. Rzymscy senatorzy, którzy zdecydowali o całkowitym zburzeniu miasta (i posypania ziemi solą), przez  SJP Lindego nazwani by zostali miastoburzycielami, a przez Słownik „wileński” miastoburcami. Słowa te, choć wiele jeszcze miast potem zburzono celowo i planowo, nie weszły do szerszego użycia, podobnie jak wyraz miastorządca, notowany w SJP Lindego i w Słowniku „wileńskim”, który miał zastąpić germanizm burmistrz.

To, co jest związane z miastem, jest miejskie. Mamy więc miejskie powietrze, które po roku (i dniu) czyni wolnym (nm. Stadtluft mach frei nach Jahr und Tag), miejskie place, fontanny, teatry, szkoły, żłobki, przedszkola, żłobki, bulwary (jeśli miasto leży nad rzeką) lub plaże (gdy miasto leży nad morzem), transport miejski, którego częścią są miejskie kolejki (zwykle szybkie), a nawet promy i funikulary, czyli koleje linowo-terenowe; pod wpływem angielskim pojawiły się legendy miejskie (czyli podania, ang. urban legend)  oraz grupy mieszkańców, które same siebie określają jako aktywistów miejskich, a swoje stowarzyszenia jako ruchy miejskie. Z komedii Chłopaki nie płaczą przeszło do języka potocznego określenie chłopak z miasta — tak sam siebie określa jeden z gangsterów, nawiązując do gwar przestępczych. Iść w miasto, na miasto, do miasta to dokonywać kradzieży z włamaniem. Człowiek z miasta lub człowiek miastowy to w Słowniku tajemnych gwar przestępczych Klemensa Stępniaka7 «złodziej kieszonkowy».

W odleglejszej przeszłości nieco częściej, a  w mniej odległej zdecydowanie rzadziej w znaczeniu ‘odnoszący się do miasta’ używany był też przymiotnik miastowy. „Ten ich wszystkich miastową łobuzerką zaraził” czytamy o jednym z bohaterów w Księdze urwisów Edmunda Niziurskiego8, miastowe i podmiejskie fabryki wyją syrenami podczas próbnego alarmu przeciwlotniczego w Kronice wypadków miłosnych Tadeusza Konwickiego9.  W odezwie Częstochowskiego Komitetu Robotniczego PPS z 1905 roku wzywani się robotnicy miastowi, w Informacjach Urzędowych Powiatu Gnieźnieńskiego z 1929 r. Towarzystwo Meljoracyjne informuje o miastowym i międzymiastowym numerze telefonu, a „Kurjer Poznański” z 1920 donosi o meczu charytatywnym dwóch drużyn miastowych, które zostały zasilone przez najlepszych graczy miejscowych klubów. Najczęściej jednak przymiotnik miastowy pojawia się w kontekście ludność, człowiek, oraz pan, a także w tekstach stylizowanych i w prasie Polonii amerykańskiej, w której dużo jest regionalizmów  małopolskich. Z tych najczęstszych kontekstów wywodzi się używany współcześnie rzeczownik o odmianie przymiotnikowej miastowy ‘mieszkaniec miasta (w odróżnieniu od mieszkańca wsi)’; wyraz ten bywa używany z odcieniem niechęci, jak w powieści Ignacego Karpowicza Cud10: „Co się burmuszy, patrzcie ją, miastowa — oburzyła się sprzedawczyni”. Jest on bliski nacechowanemu dezaprobatą rzeczownikowi mieszczuch, pochodzącego od pierwotnie nienacechowanego rzeczownika mieszczanin mającego wówczas znaczenie ‘mieszkaniec miasta‘. Jednak we współczesnej polszczyźnie i on jest nacechowany — czemu trafnie dał wyraz Julian Tuwim w pamiętnych „Mieszkańcach”11:

„I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: «od nagłej śmierci…
…od wojny… głodu… odpoczywanie»
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie”.

Zmiany cywilizacyjne, a przede wszystkim postęp techniczny, spowodowały, że warunki życia w mieście i na wsi bardzo się do siebie zbliżyły. Do miast napłynęły masy ludzi nigdy wcześniej nie spotykane, stały się one miejscem rodzinnym dla kolejnych pokoleń. Mieszczuchy to dziś nie tylko nie mogący się obyć bez wygód miasta ludzie, ale też miejskie (czyli przystosowane do codziennego użytkownania w mieście) samochodyrowery. Miasto zapisuje się dziś czasem żartobliwie mia100. A miasta i miasteczka są  coraz powszechniej cenione za lokalność, opisywaną przez Bandrowskiego i opiewaną przez Józefa Czechowicza12

„Chorągiewka na dachu śpiewa,
bladej gwiazdy wypełza pająk.
Latarnie w czarnych drzewach,
kołyszących się, mrugają.

Ciepła woń płynie z piekarń,
a cisza z zamkniętych bram”.

print

Footnotes

  1. „Zwrotnica” 1922, nr 2, s. 20-31.
  2. M. Dąbrowska, Noce i dnie, Fundacja Akademia Humanistyczna, Instytut Badań Literackich 2013, wydanie cyfrowe.
  3. Warszawa: M. Arct 1907, Polona, https://polona.pl/item/walka-z-nedza,NzU4NjU2MzY/.
  4. Peiper, op. cit.
  5. Września: A. Prądzyński 1934, Polona, https://polona.pl/item/o-malem-miasteczku-listy-z-gostynia,MTc2MzE2NA/.
  6. Poznań: W. Simon 1886, Polona, https://polona.pl/item/jeografija-starozytnej-polski-ku-powszechnemu-uzytkowi,NzU4NjQzNDA/0/.
  7. Londyn: Wydawnictwo Puls 1993.
  8. Warszawa: Nasza Księgarnia 1954.
  9. Warszawa: Czytelnik 1974.
  10. Czarne 2007.
  11. Biblia cygańska i inne wiersze. Warszawa: J. Mortkowicz 1933.
  12. F. Arsztajnowa, J. Czechowicz, Stare kamienie, Lublin 1934; reprint Biblioteka Cyfrowa UMCS, http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/plain-content?id=1113.