Słowo września: reforma

Podziel się

We wrześniu statystyczny test kluczowości wskazuje słowa: huragan, reparacje, sądownictwo, manewry, reformafestiwal.

Komentując dla portalu Gazeta.pl popularność reparacji, Jerzy Bralczyk zauważył: „Słowa, które mają pochodzenie łacińskie, a do tego umocowanie prawne, wydają nam się rzetelne i bardziej wiarygodne. Określenie »odszkodowania« nawiązywałyby do naszej sfery emocjonalnej. Ze słowem »reparacja« wiąże się natomiast wizja porządku prawnego. […] Dodatkowo słowo to kojarzy się z naprawianiem czegoś. Reparacja jest przywróceniem stanu wyjściowego, pożądanego. Bo ktoś coś zniszczył i trzeba to zreperować”.

Nasz redakcyjny komentarz poświęcimy innemu słowu obcego pochodzenia – słowu kluczowemu września i ostatnich kilku miesięcy w związku z wchodzącymi właśnie w życie zmianami w szkolnictwie, służbie zdrowia i planowanymi zmianami w systemie sądowniczym. Ten wyraz to reforma.

Źródłosłów łaciński oznacza formowanie czegoś od nowa. Do nowożytnych języków europejskich słowo to przeszło w znaczeniu ʽzmieniać na lepszeʼ w odniesieniu do systemów prawnych, religijnych, ideowych. Najbardziej znaną i brzemienną w skutkach reformą w historii Europy była reforma Kościoła – reformacja. Jeszcze słownik Lindego opisywał reformację jako synonim reformy bez koniecznego odniesienia do protestantyzmu. Reformacja pojawia się zresztą w powstających w Polsce słownikach wcześniej niż reforma (tę odnotowuje dopiero Samuel Bogumił Linde, zob. ilustrację). W swoim leksykonie łacińsko-polskim, wydanym w Królewcu w roku 1564, Jan Mączyński, ewangelik tak jak Linde, objaśnia łac. reformatio jako ʽpoprawianieʼ. Autor tego kompendium, czerpiący „z [tekstów] najlepszych pisarzy łacińskich”, musiał znać słowa Seneki o poprawie obyczajów (reformatio morum): „Cóż jest dalsze od naprawy mych obyczajów niż to, czym zajmowaliśmy się przed chwilą? Jakim sposobem mogą poprawić mnie Platońskie idee?” („Listy moralne do Lucyliusza” LVIII, 26, tłum. W. Kornatowski).

Jak wynika z przykładów w „Słowniku polszczyzny XVI wieku” reformacja (poza odrębną terminologią prawniczą) oznaczała także odnowę, z odbudową włącznie, przywrócenie czegoś do pożądanego stanu: „Moskwa [domy] wniwecz obróciła, wszystkie sklepy popsowawszy, izby one kosztowne połamawszy (…). Trzeba wielkiej reformacyjej” (Jan Piotrowski, „Dziennik wyprawy Stefana Batorego pod Psków” z 1581 r.).

Zanim doszło do wyłonienia się reformacji jako szeroko pojętego ruchu religijnego i polityczno-społecznego, długo domagano się dopełnienia „reformy kościoła w wierze i obyczajach na głowie i członkach” (Teodor Waga, „Historya książąt i królów polskich, krótko zebrana”, Wilno 1833). W XVI wieku reformą nazywano więc także zmiany wprowadzane instytucjonalnie w Kościele katolickim po oderwaniu się protestantyzmu, a nie tylko zwalczanie go, czyli zjawisko znane nam jako kontrreformacja (z niem. Gegenreformation).

Słowo reforma jest w polszczyźnie, jak widać, ośrodkiem sporego gniazda słowotwórczego: (z)reformować, reformator(ka), reformatorski, reformowany, reformat, reformizm, reformist(k)a, reformistyczny, reformacja, reformacyjny, a także (nie)reformowalny i (nie)reformowalność. Większość tych słów ma oczywiste znaczenie relacyjne, niektóre warte są komentarza. Imiesłów reformowany także dziś oznacza ewangelika reformowanego, czyli wiernego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, i jest nazwą trafniej oddającą jego tożsamość niż dawniej używane określenie kalwin (lepiej: kalwinista).

Reformaci z kolei to historyczna frakcja zakonu franciszkanów, przywracająca regule pierwotną surowość. Dali oni swego czasu asumpt do powstania zapomnianych już dziś związków frazeologicznych, a najdłużej przetrwały dobroczynne reformackie pigułki o działaniu przeczyszczającym. Rzadki rzeczownik reformizm odnosi się do różnych ruchów politycznych, m.in. w dziewiętnastowiecznym socjalizmie, reformist(k)a zaś to – w odróżnieniu od reformatora bądź reformatorki – zwolennik(czka) postępowych w założeniu posunięć. Niewykluczone, że gdyby nie dobrze zakorzeniony w polszczyźnie reformator, mielibyśmy dzisiaj reformera – takie zapożyczenie z języka angielskiego, z odesłaniem do pisarstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego, odnotowuje słownik zwany warszawskim (1900-1927).

Przez reformę rozumiano „działanie celem usunięcia nadużyć, naprawę, poprawę” – tak objaśnia ją tzw. słownik wileński (1861). Sto lat później, w słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego, reforma to „zmiana w jakimś systemie, nienaruszająca jego istoty, zwłaszcza zmiana polityczna nie naruszająca podstaw ustroju; ulepszenie czego; wprowadzanie zmian, ulepszeń”. Nic dziwnego, że w przypadku zmian dalej idących zarówno ich krytycy, jak i rzecznicy skłonni są nazywać je nie reformą, lecz rewolucją.

W nowszej polskiej tradycji słowem kluczem od roku 1980 jest reforma gospodarcza. Jeden z postulatów sierpniowych brzmiał: „umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenia w dyskusji nad programem reform”. Wcześniej była oczywiście reforma rolna, a po roku 1989 reforma samorządowa i nieustająca reforma służby zdrowia. Niektórym reformom przypisane zostaje na trwałe nazwisko reformatora, zastępujące dziedzinę, której dana reforma dotyczy (przedwojenna reforma Grabskiego, reforma Balcerowicza).

O reformach pisze się u nas i dyskutuje co najmniej od czasów reformy Sejmu Czteroletniego i wielkiej reformy szkolnej Konarskiego, podjętej przez Komisję Edukacji Narodowej. Przykłady pochodzące z niewielkiego, lecz zrównoważonego korpusu polskich tekstów XIX-wiecznych dowodzą żywotnego zainteresowania reformami, zwłaszcza finansowymi i wyborczymi, wprowadzanymi zarówno w obcych krajach, jak i na ziemiach polskich pod zaborami: „[…] długo jeszcze panować będzie obecna ustawa stemplowa i należytościowa i sporo lat upłynie, nim w praktykę wejdzie uświęcona przez naukę teorytyczna zasada, iż państwo powinno wszelkie opłaty tak nakładać, aby każdy obywatel snadnie mógł rozpoznać kiedy i co na rzecz państwa uiścić jest winien. Dlatego należy sobie życzyć na razie reformy owej ustawy przynajmniej pod innym względem. Przedewszystkiem należałoby urzędom podatkowym odebrać wszelkie prawo wymiaru należytości i oddać takowe wyłącznie tylko urzędom wymierczym z prawników złożonym, gdyż jest to anomalią, że akta prawne oceniają co do ich istoty urzędnicy podatkowi, którzy prawa nigdy się nie uczyli” (nowosądecki „Mieszczanin: organ miast mniejszych i miasteczek” z 15 grudnia 1894 r.).

W odniesieniu do współczesności wyszukiwarka kolokacji Narodowego Korpusu Języka Polskiego wskazuje następujące typowe połączenia wyrazowe: [reformy] się wdraża, podejmuje lub rozpoczyna, a następnie kończy. Dobrze, jeśli reformy są głębokie i śmiałe, niedobrze, jeśli połowiczne. Z danych korpusowych można wysnuć wniosek, że szczególnie często pisze się u nas o reformowaniu szkoły (reforma oświaty / szkolnictwa / edukacji / systemu szkolnego), a także administracji i samorządu, górnictwa, ubezpieczeń i służby zdrowia.

Reforma to słowo wartościujące pozytywnie, dlatego tak wielu polityków nazywa w ten sposób swoje plany lub działania. Krytykując te działania, zaczynamy od stwierdzenia, czy są to reformy pozorne albo połowiczne.

W polskim dyskursie roku 2017 najważniejsze odniesienia interesującego nas słowa to reforma sądownictwa oraz reforma oświaty. W odniesieniu do sądownictwa rząd jako autor planowanych zmian mówi o „reformie”, a krytycy protestują przeciw „zmianom w sądownictwie” lub „zamachowi na sądy”. W drugim odniesieniu krytycy działań rządu zmienili słowo reforma w udany neologizm deforma. Aż dziwne, że przeróbka krytykowanej reformy na deformę pojawiła się dopiero teraz. Wprawdzie w korpusie znaleźliśmy pojedyncze wystąpienie tego wyrazu w publicystyce Radia Maryja sprzed kilku lat (oczywiście krytyczne wobec reform innego rządu), ale do słownika ogólnego wyraz deforma wszedł dopiero w roku 2016.

Na koniec wreszcie drugie znaczenie słowa reforma, dziś już rzadkie. Reformy (tylko w l.m.) to dłuższe majtki damskie. W internecie można jeszcze znaleźć to słowo jako nazwę towaru, ale nie jest ono używane w żywym języku. Tyle pozostało ze wzmiankowanego w słowniku tzw. warszawskim „reformowanego ubrania damskiego”, przez co rozumiano ubranie „uwzględniające wymagania higieny”. Wątek higieny poruszony został również w książce Jana Kamyczka (wł. Janiny Ipohorskiej) i Barbary Hoff „Jak oni mają się ubierać?” (1958), z której pochodzi także poniższy fragment: „Ciepłe reformy powinny sięgać do pończoch. Inaczej robi się na udach wstrętny czerwony pasek zmarzniętej skóry. Ale nie powinny być też za długie. Nigdy nie powinny być widoczne spod spódniczki, nawet przy siadaniu i zakładaniu nogi na nogę. Nikogo jeszcze widok ciepłych reform nie skokietował”.

Marek Łaziński

Monika Kwiecień

print