Złe słowo roku w Niemczech i Austrii (Unwort des Jahres)

 

Ogłoszenie werdyktu Unwort des Jahres 2018
Ogłoszenie werdyktu Unwort des Jahres 2018, TU Darmstadt, https://www.tu-darmstadt.de/vorbeischauen/aktuell/einzelansicht_219776.de.jsp

Niemieccy językoznawcy i dziennikarze, którzy od 1991 roku wybierają najgorsze słowa dyskursu publicznego, przyznali niechlubny tytuł Unwort  des Jahres 2018 skomplikowanemu złożeniu rzeczownikowemu Anti-Abschiebe-Industrie ‘przemysł antydeportacyjny’. Nie jest to ustabilizowana jednostka leksykalna, lecz raczej okazjonalizm, użyty w wywiadzie przez polityka CSU Aleandra Dobrindta, który określił tak zażalenia składane powszechnie do sądów przez imigrantów, którym odmówiono azylu. Takie określenie wykorzystania przez imgrantów przysługującego im prawa stało się obiektem krytyki, której efektem jest obecny werdykt. [Ogłoszenie werdyktu z TU Darmstadt]

Najgorszym słowem roku nie raz wybierano w Niemczech jakiś element dyskursu antyimigranckiego lub antyuchodźczego: w roku 1991 tytuł Unwort zdobył przymiotnik auslänerfrei ‘wolny od obcokrajowców’, w roku 2007 freiwillige Ausraeise ‘dobrowolny wyjazd’, jako określenie wyjazdu obcokrajowca nakazanego przez władze, w 2011 Döner-Morde – określenie sugerujące wewnętrzne porachunki przestępcze wśród Turków w odniesieniu do morderstwa popełniany często przez prawicowych ekstremistów, w 2013 Sozialtourismus ‘turystyka socjalna’ jako określenie napływu imigrantów uchodźców. Na tle złych słów z lat poprzednich, tegoroczne wydaje się dość niewinne.

Austriackie złe słowo roku 2018 (Unwort) to Datenschutzgrundverordnung ‘rozporządzenie o ochronie danych’, czyli nasze RODO.

Sami jurorzy niemieckiej akcji nazywają swoje działanie krytycznojęzykowym (Sprachkritische Aktion Unwort des Jahres). Warto zwrócić uwagę, że pojęcie krytyki języka jest w Niemczech znacznie silniej zakorzenione w dyskursie naukowym i społecznym niż w Polsce, gdzie rozważania nad wartościowaniem w dyskursie, nazywamy często etyką słowa. Niemieckie podejście nie widzi w języku źródła etyki, zwraca uwagę na to, że język sam wiedzie nas na manowce, podsuwa słowa, które ranią i bolą. Oczywiście odpowiedzialność zawsze jest po stronie mówiącego, o czym szczególnie dziś w Polsce nie trzeba nikomu przypominać.

W plebiscycie Uniwersytetu Warszawskiego nie wybieramy najgorszego słowa roku, choć na pewno nie byłoby problemu z propozycjami.

print